Drapeaux européens devant le Berlaymont
Rada Europy: spór wartości z antywartościami
13 października 2015
00.00.2015 WarszawaFot. Jakub Szymczuk /FOTO GOSC

źródło: Gazeta Wyborcza Poznań”, 12-13 X 2002 r.

 

Sylwetka tygodnia

 

Dariusz Lipiński

 

 

Przez ostatnie cztery lata był przewodniczącym poznańskiej Rady Miasta, której kadencja skończyła się w czwartek. Związkowiec, od samego początku związany z Solidarnością. Doktor fizyki, rzadki przykład polityka i samorządowca, który potrafi żartować sam z siebie. Na wieść o tym, że przygotowujemy jego sylwetkę na koniec kadencji samorządu, zapytał rozbawiony: -Boicie się, że już do niczego w życiu nie dojdę?

 

Urodził się w 1955 r. w Warszawie. A że takie miejsce urodzenia nie jest w Poznaniu niczym chwalebnym trochę się przejął, gdy podczas odsłonięcia pomnika Starego Marycha upubliczniliśmy tę informację. Jeszcze tego samego dnia przysłał do redaktora naczelnego naszej gazety list w którym pisał „ale mi Pan pod pomnikiem Starego Marycha poruty narobił, informując o moim miejscu urodzenia. Faktycznie była to Warszawa, ale tylko fuksem (rodzice przejeżdżali). Napiszcie o tym, bo jeszcze mnie wiara z Poznania wyćpnie. Pierwsze 11 lat życia mały Darek spędził z rodzicami w Kotlinie Jeleniogórskiej. Potem rodzina wróciła na stałe do Poznania. – Chodziłem do podstawówki nr 60 w Naramowicach, a potem do IX LO – opowiada Lipiński. Najmilej wspomina czas spędzony w ogólniaku. Jeśli chodzi o naukę, zawsze był w pierwszej trójce (- Choć się nie uczyłem – przyznaje). Gorzej było ze stopniami z zachowania. Będąc urodzonym humanistą, wybierał się na romanistykę. Tym bardziej, że z francuskiego był najlepszy w szkole. Miał jednak świetną nauczycielkę fizyki. I nagle w IV klasie liceum wpadł na pomysł studiowania tego przedmiotu. – Jestem z tego bardzo zadowolony – mówi dzisiaj. – Bo fizyka pomaga patrzeć na rzeczywistość, uczy analizować, uczy ostrożności, ułatwia ocenę ludzi, bo nie pozwala na biało-czarne uproszczenia. Przydało mi się to w polityce i pracy w samorządzie.

 

Do polityki trafił przez „Solidarność”. Zapisał się do niej drugiego dnia pracy na Wydziale Fizyki UAM. – Związek to całe moje dorosłe życie. Czuję się w tym środowisku dobrze nawet po przejściu z AWS do PO – podkreśla. Złośliwi radni, którzy nie opuścili Akcji, wytykają Lipińskiemu, że to dziwne, „by działacz związkowy był w PO”. Podkreślają, że jest bardzo pewien swojej wartości, nieomylności i przenikliwości. – Ale się pogubił. Gdy już coś osiągnął walczył tylko o utrzymanie stołka – mówi jeden z radnych prawicy. Nie chce się jednak wypowiadać pod nazwiskiem, bo „nie wiadomo, jak się ułoży scena polityczna po wyborach”. A Lipiński w wyborach startuje.

 

Cztery lata temu był kandydatem AWS na prezydenta Poznania. Choć Akcja wygrała wybory, nie został nim. Koalicja z UW spowodowała, że musiał się zadowolić stanowiskiem przewodniczącego Rady Miasta. – Rozpoczął kadencję bez doświadczenia samorządowego. Zderzyły się w nim dwie osobowości: akademika, który chętnie prowadził niekończące się dyskusje, i byłego kandydata na prezydenta, który chciał realizować polityczne cele koalicji. Pod koniec kadencji dopracował się jednak bezstronności – ocenia wiceprzewodniczący RM Antoni Szczuciński z SLD. – Mógł nas trochę bardziej trzymać w ryzach, a był mało zorganizowany i mało energiczny – dodaje Jadwiga Rotnicka, która szefowała RM przez poprzednie dwie kadencje. Irena Janowska, która prowadziła Lipińskiemu sekretariat w magistracie: – Choć na pierwszy rzut oka wydaje się szorstki, jest człowiekiem o wielkim sercu. Potrafił przyjąć każdego nie zapowiedzianego interesanta i go wysłuchać. Mieszkańcy jednak, zwłaszcza na Świerczewie, zapamiętają Lipińskiego inaczej. Zmiana patronów 15 ulic, która ciągnęła się niemal dwa lata, to był jego pomysł. – Nie jestem zacietrzewiony ideologicznie, ale zrobiłbym to jeszcze raz – mówi dzisiaj.

 

Żonę Violettę poznał na prywatce sylwestrowej u kolegi. Potem nie miał z kim iść na bal absolutoryjny.  Zadzwonił do niej i powiedział, że jeśli chce z nim iść na bal, to ma godzinę na przygotowanie się. – Zdążyłam, bo dla młodego człowieka godzina to bardzo dużo czasu. A poza tym było warto, bo zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia – opowiada pani Violetta. Dziś są 22 lata po ślubie, w czasie których Lipiński nie raz jeszcze zaskoczył małżonkę. Nie zawsze miło. W 1985r. wrócił do domu z obstawą, a potem trafił na pół roku do więzienia. Żona była zaskoczona, bo nic nie wiedziała o konspiracji męża. – Ale świetnie sobie wtedy poradziła – wspomina Lipiński. Dorobili się dwójki dorosłych dzieci – Klaudii i Tomka. Młodszego syna poznała cała Polska, gdy w telewizyjnych „Milionerach” z iście poznańskim rozsądkiem wygrał 125tys. zł. Żyłkę teleturniejową Tomek ma chyba po tacie, bo Lipiński był pierwszym poznaniakiem, który wygrał w „Vabanque”, brał też udział w „Jednym z dziesięciu”. Tu jednak się nie powiodło, co skrzętnie odnotowały media, bo wtedy Lipiński był już kandydatem AWS na prezydenta Poznania.

 

Dziś gdy tylko znajdzie wolną chwilę, chętni czyta.  Coraz rzadziej grywa w szachy, które są jego hobby. –  Za to jazda na rowerze to prawie mój nałóg –przyznaje. – Niestety papierosy też. A to prawdziwa udręka – martwi się pani Violetta. Palić Lipiński zaczął ponad 20 lat temu. Żeby zaimponować dziewczynie. Nic z tego nie wyszło a nałóg pozostał. – Ale jestem elastycznym palaczem: pół roku palę, a pół nie – wyjaśnia. W domu nie robi prawie nic. –No, może ze dwa razy zrobił smalec. Śmieci wyniesie tylko wtedy, gdy w drzwiach potknie się o wystawiony już worek – śmieje się pani Violetta. – Ale gdy dzieci były małe, zajmował się ich edukacją, czytał bajki, potem chodził na wywiadówki – wspomina. Dziś nie stroni w domu tylko od jednego obowiązku. Tak uwielbia ruskie pierogi, że może stać pół dnia i wyrabiać ciasto.

 

ALEKSANDRA PRZYBYLSKA